Kalifornia, pażdziernik 2004

Duluth, 24.10.2004 Raport z podróży po Kaliforni. Wyleciałyśmy z Atlanty 8.10.04 w piątek wieczorem o 8,40 czasu wschodniego a przyleciałyśmy do San Francisco o 11 wieczorem czasu miejscowego (lot ponad 5 godz.) Rano wyjazd na wybrzeże do Monterey, gdzie jest najwspanialsze akwarium z miejscową florą i fauną morską i nie tylko. Tam zabawiłyśmy prawie 4 godz., bo było co oglądać. Najbardziej podobały mi się meduzy pomarańczowe z mórz południowych i korale z anemonami. Tuż obok była miejscowość Carmel gdzie w 1669 roku przybyli pierwsi misjonarze z Hiszpanii i zaczęli chrystianizować Amerykę. Obecnie jest tu kościół i może kawałek klasztoru a z reszty dawnych zabudowań klasztornych urządzono muzeum i szkołę podstawową przyklasztorną. Jest to najstarsza misja na zachodnim wybrzeżu Ameryki Płn. Zachowana w niezmienionej formie. Na następny dzień dalsza jazda wzdłuż wybrzeża Pacyfiku i oglądanie słoni morskich wylegujących się na plaży koło San Simon i zamek Hersta - ale bez zwiedzania, bo za mało czasu. Pod wieczór Santa Barbara i przyjazd do Moorpark, koło Los Angeles, do Państwa Zarębów gdzie spałyśmy 3 noce. Pan Adam to stary znajomy mojej siostry Marysi jeszcze z lat studenckich. Mieszka już w Kaliforni 38 lat, ma żonę meksykankę i syna na studiach w Oakland. Bardzo nas miło przyjęli a w poniedziałek z Panem Adamem jeździliśmy po Los Angeles zwiedzając najważniejsze miejsca. W centrum widziałam nową filharmonie proj. F. Geryego a następny dzień spędziłyśmy w Getty Center wzniesionym na 2 wzgórzach, z włoskiego trawertynu wg projektu Meiera. Zabudowa imponująca, dzieło samo w sobie, muzeum to tylko dodatek do zespołu wspaniałych obiektów z przepięknymi ogrodami, fontannami i tarasami widokowymi. Po południu Bewerly Hills i trochę błądzenia po Hollywood. W środę rano wyjazd do Parków Narodowych ponad 200 mil przez góry Sierra Newada. Przyjechałyśmy do Sequoia N.P. po południu zobaczyły „Generała Shermana Tree”, czyli najgrubszą sekwoję, mały spacerek po okolicy i trzeba było się rozglądać za noclegiem. Hotelik drewniany, w samym sercu parku, ładnie wkomponowany w teren z dojściem z parkingu. Ciekawostka – trzeba było zabrać z bagażnika cały prowiant, bo zdarzały się ponoć przypadki, że misie włamywały się i wyjadały jedzenie. Na drugi dzień oglądamy nadal cuda natury, czyli ponad 2000 letnie sekwoje a ja zwiedzam sama kryształową grotę, z pięknymi naciekami. Około 17 wyjeżdżamy do Yosemite N.P. a tam mamy już zamówiony nocleg w ogrzewanym namiocie. Jedzenie trzeba chować tym razem do misioszczelnych schowków przy parkingach. Mamy trochę pietra czy nas niedźwiadek w nocy nie odwiedzi, ale jakoś się udało. Yosemite to takie trochę Tatry z przepięknymi dolinami otoczonymi skalistymi górami. Pospacerowałyśmy sobie i podziwiały góry z wyschniętymi (niestety) o tej porze roku pięknymi wodospadami. W drodze powrotnej na parkingu pod szczytem pionowej skalistej góry „El Capitan” (2500 m) dopadło nas dwóch zziajanych chłopaków i wytrąbili pół 5 litrowej butelki wody. Byli to Duńczycy, którzy specjalnie przyjechali żeby wspiąć się na El Capitana. Właśnie zeszli po 7 dniowej wspinaczce i byli bardzo spragnieni. Opowiadali jak to się wspina i śpi w hamaku nad przepaścią. Potem nam pokazali w naturze jak wygląda taki hamak wiszący na skale. Przez lornetkę było wyraźnie widać na skale coś czerwonego wiszącego na linie. Ada odwiozła ich na pobliski kemping z monstrualnym bagażem, który dźwigali ze sobą podczas wspinaczki. Dalej nasze losy powiodły już do San Francisco. Po drodze wstąpiliśmy do Oakland, gdzie spędził część życia Jack London. Jest tam przeniesiony z Jukonu jego domek drewniany z pryczą, w którym mieszkał jako poszukiwacz złota. Przejeżdżamy przez dwupoziomowy, dwuczłonowy most wiszący Bay Bridge do San Francisco. Tutaj spędzamy ostatnie dwa dni. Powałęsałyśmy się po uliczkach, zakamarkach i nadmorskim deptaku, wśród wrzasków słoni morskich, kuglarzy i innych oryginałów. Wprawdzie pogoda trochę nie dopisała, bo w niedzielę po południu padał deszcz, ale udało nam się jeszcze zobaczyć wspaniałą panoramę miasta z Golden Gate. W istocie imponujący, ponoć najdłuższy most wiszący o długości 1,8 mili czyli około 2,7 km. W załączeniu wybór najciekawszych zdjęć, oglądajcie i podziwiajcie - Zosia


Tu będzie opis obrazka


Tu będzie opis obrazka


Tu będzie opis obrazka


Tu będzie opis obrazka


Tu będzie opis obrazka


Tu będzie opis obrazka


Tu będzie opis obrazka


Tu będzie opis obrazka


Tu będzie opis obrazka


Tu będzie opis obrazka


Tu będzie opis obrazka


Tu będzie opis obrazka


Tu będzie opis obrazka


Tu będzie opis obrazka

Powrót do strony głównej